piątek, 25 maja 2012

Nuda, nic się nie dzieje

Dobra, to ja coś powiem z głowy... (kto wie, co cytuję, ten wie)

Nie jest tajemnicą, że my tu przyjechaliśmy głównie dla eurasków i prawda jest taka, że ciągle żyjemy w oczekiwaniu na wypłatę - jak w Polsce :-) Na szczęście już za parę dni przychodzi ta wypłata, z której coś w końcu zostanie, yay! Takie to są skutki wypłaty z dołu, jak człowiek całe życie ma z góry i do tego konieczności wpłacenia kaucji w hotelu.

Narodziła się tu nowa świecka tradycja  - w każdy piątek jemy kebab; czyli tak zwany dzień świni. Już mógłbym mówić do pana kebabiarza "the usual", ale nie wiem, jak to jest po francusku. Zamiast tego mówię "dwa kebaby w chlebie z frytkami, jeden z pomidorami i sałatą, drugi z samą sałatą, oba bez sosu, mersi boku, o rewła e bą łikend", bo wiem jak to jest po francusku. Ze względu na brak eurasków dzisiejszy kebab był sponsorowany przez fundusz na pranie (odkładamy monetki, bo pralka nie wydaje reszty).

Zawsze myślałem, że my jako naród przesadzamy z majowym weekendem. Nie wiem, jak to przegapiłem w 2006, ale tutaj maj wygląda tak:
  • 1 maja wolne, a to wtorek, więc poniedziałek też
  • 8 maja (Dzień Zwycięstwa, chociaż chyba w ich przypadku to Wyzwolenia by bardziej pasowało; chociaż ulice i place są obu typów: i Zwycięstwa i Wyzwolenia) wolne, a to wtorek, więc poniedziałek też
  • 17 maja (Wniebowstąpienie albo -wzięcie, nie jestem pewien), a to czwartek, więc piątek też
  • 28 maja (Zielone Świątki) wolne, tyle dobrego, że poniedziałek
Podsumowując: maj ma  17 dni roboczych.

Oni tu jeżdżą jak "opodatkowani" (za Ronem Swansonem wprowadzamy to słowo i pokrewne do słownika jako bardzo poważne przekleństwo; więcej za jakiś tydzień). W drodze z hotelu do pracy i/lub na spacer są światła - dwa razy, niedaleko siebie. Oba zestawy mają to do siebie, że jak jest zielone, to samochody akurat skręcają na te światła z ruchliwej drogi prostopadłej. Raz musiałem ratować się ucieczką na zielonym. Od tamtej pory chodzę na czerwonym, bo się czuję bezpieczniej. Naprawdę - jak jest zielone, to specjalnie czekam aż auta przejadą i idę na czerwonym. Mówiłem już, że to we francuskim komiksie wyczytałem zdanie "ale głupi ci Rzymianie (właściwie było "die spinnen die Roemer", ale to szczegół)?


Z cyklu porady dla przyszłych ojców: dobrze jest zawczasu zrobić sobie plecy jak Rambo i bicepsy jak Commando. Do lulania.

wtorek, 15 maja 2012

Prognoza pogody

Po dwóch (a może trzech) tygodniach deszczu napierdalającego z każdej strony mamy teraz walące po czaszce słońce. Również z każdej strony. Ja się z moim rudym dzieckiem chowam do zachodu słońca. Oddychać i tak już nie ma czym. Aczkolwiek najbardziej optymalny scenariusz to poranek nad morzem, ale jakoś do Korzonka to nie przemawia.

A teraz tak bardziej na nutę osobistą.
Ja tu wszstko gubię. Zgubiłam już biustonosz (nie nabijać się, ani o żadnych świństwach proszę sobie nie myśleć) - state of the art gadżet do karmienia, po prostu wziął i przepadł, potem ręcznik młodej, myjka, teraz kolczyk. Zastanawiam się ile jeszcze rzeczy przedało, a ja o tym jeszcze nie wiem, bo nie były mi potrzebne? Czy to taki hint od życia, że musimy tu zostać, bo nasze rzeczy już tu są?

Poza tym, nadal nic się nie dzieje.
No może dziecko coraz bardziej jak Maynard wygląda. Wytarła sobie czachę z włosów z każdej strony tylko kępka na środku została. Ot, break dancing...