Po dwóch (a może trzech) tygodniach deszczu napierdalającego z każdej strony mamy teraz walące po czaszce słońce. Również z każdej strony. Ja się z moim rudym dzieckiem chowam do zachodu słońca. Oddychać i tak już nie ma czym. Aczkolwiek najbardziej optymalny scenariusz to poranek nad morzem, ale jakoś do Korzonka to nie przemawia.
A teraz tak bardziej na nutę osobistą.
Ja tu wszstko gubię. Zgubiłam już biustonosz (nie nabijać się, ani o żadnych świństwach proszę sobie nie myśleć) - state of the art gadżet do karmienia, po prostu wziął i przepadł, potem ręcznik młodej, myjka, teraz kolczyk. Zastanawiam się ile jeszcze rzeczy przedało, a ja o tym jeszcze nie wiem, bo nie były mi potrzebne? Czy to taki hint od życia, że musimy tu zostać, bo nasze rzeczy już tu są?
Poza tym, nadal nic się nie dzieje.
No może dziecko coraz bardziej jak Maynard wygląda. Wytarła sobie czachę z włosów z każdej strony tylko kępka na środku została. Ot, break dancing...
Plagia plagiat plagiat plagiat!!!!
OdpowiedzUsuń"Cześć żabko. Przepraszam, ale wątpię, że będziemy mogli się dziś widzieć. Zgubiłem kolczyk i ciągle go szukam. Zadzwoń jeśli znalazła byś go u siebie - ok?"
apel do Mirka: wez zone i potomka nad morze ;) cala Polska tego oczekuje!
OdpowiedzUsuńNad morze do żaden problem, gorzej z powrotem. Auto coś ostatnio pokasłuje, a konto świeci pustkami - jakby się auto zepsuło nad morzem, to byśmy tam musieli zostać na tydzień.
OdpowiedzUsuńZresztą Gosia i tak nie chce teraz jechać nad morze - szuka jakiegoś krowiego poziomu czy coś.