Jak pewnie wiecie, wróciliśmy już do Polski - w sierpniu zamieniliśmy się rolami i Gosia poszła do pracy a ja robiłem za niańkę. Niestety w naszym małym aucie nie udało się pomieścić wszystkich rzeczy, których się dorobiliśmy w Bordeaux i musiałem tu wrócić jeszcze na wrzesień. Od niedzieli mam za sobą maraton za kierownicą: 23 godziny zmieniania się z kolegą, sam bym nie dał rady. Później dwa dni znoszenia zostawionych rzeczy z jakiejś kanciapy w hotelu, z biura, od znajomych. Dzisiaj rozpocząłem pakowanie rzeczy do auta - może jak poleżą 3 tygodnie, to się jakoś skompresują.
Zdarzyło się Wam kiedyś zapomnieć butów do pracy? A znacie chociaż kogoś, komu się zdarzyło? Ja znam! Olivier dzisiaj przyszedł w samych skarpetkach - przejechał 43km rowerem, ale buty rowerowe ma fachowe, wpinane w pedały, a takie się nie nadają do chodzenia.
Za trzy dni biegnę w najdłuższym maratonie na świecie: normalne 42.2km, ale jest co 2km szwedzki stół z winem i dobrym francuskim jedzeniem. W związku z winem, wywiązała się dyskusja, czy alkohol wydłuża trasę do sinusoidy, czy raczej do odcinków ustawionych pod kątem 45 stopni do kierunku ruchu. Zadanie teoretyczne: jaką długość przebiega wstawiony maratończyk? A może ten pierwszy maratończyk, co umarł na końcu, to pił właśnie wino zamiast napojów izotonicznych?
Dieta-cud: od dzisiaj do piątku mam jeść przynajmniej 720g węglowodanów dziennie. Jest to pierwsza dieta, o jakiej słyszałem, na której człowiek w ogóle nie czuje głodu :-)
No pieknie, pieknie, a my tu wpieprzamy marne owoce morza :p
OdpowiedzUsuń