Uprzejmie donoszę, że żyjemy. Na froncie pogodowym - deszcz napierdala z każdej strony, wiatr napierdala z każdej strony, a w tym wszystkim napierdalają w Ciebie szyszki, igliwie różne, mniej lub bardziej egzotyczne, inne szyszki, kawałki gałęzi itp - również z każdej strony. Wszystko to wiąże się z tzw. organicznym podejściem do przestrzeni życiowej jaką wyznają Francuzi. Co to znaczy dla przeciętnego tubylca z PL? Tu się kuśwa nie sprząta listków, jebitnych szyszek, kasztaników zmutowanych posiadającch jebitne kolce, ani gałęzi, bo to tak ładnie się na chodnikach układa, uroczo ukazując jak to matka natura raz po raz zagarnia przestrzeń ludzką, czyli chodniki i inne ścieżki i kawałki budynków. Niemniej tak jak mówiłam jak przyjdzie do bangla earth wind and water, to się robi taki mikser, że można z siniakami wyjść. Ja w tej chwili prezentuję sobą dość łatwy cel. Wiadomo, w okrągłe łatwo trafić. Pogłębia to tylko moją depresję i niechęć do obseracji Francuzów w ich naturalnych habitacie (znaczy się przy stolikach na cafee i crłasontem z śmierdącym papieroskiem przypiętym w dowolnym miejscu na twarzy). Tak czy siak trend na najbliższy weekend i drugą turę wyborów - le ghumowce.
PS.
Psuje się nam auto, po francusku znaczy to, że musimy tu zostać na zawsze. Merde! Putin! I kurwa mać, że se tak dosadnie podsumuję!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz