Standardowo, jak co roku w ten dzień, zaczęło się od bolesnego przebudzenia. Coś strzyka, za bardzo się naciąga, za mało się naciąga, boli jakby się rwało. Itp. itd. nic tylko dzień zacząć z depresją i odbfitym śniadaniem, w końcu je sie za dwóch. Zeby było jasne - za siebie i za depresję!
A tu taka siurprisa. Tylko trochę pobolało. Dzieciak się obok chichra jak pogłupiały, gdzie tu miejsce na depresję.
Mały prezencik od hosbenta :*, akurat się przyda przed rozpoczęciem kolejnego sezonu :)
YAY!!!
sto lat gosiu ;)
OdpowiedzUsuńRe