niedziela, 11 marca 2012

Ikea po francusku

Jestem oburzona! :)

Ha! Wreszcie jakiś znajomy sklep. Przygotowałam sobie listę. Po francusku! Sklep standardowo położony poza centrum. Sklep? Prawdziwy moloch. Jadąc koło tego zastanawialiśmy się czy to przypadkiem nie jest też przy okazji fabryka (ale przecież by się nie opłacało, na pewno?). Wielki moloch składający się z trzech odrbębnych budynków. Myślę, że parokrotnie większy od wrocłaskiego. Podjeżdżamy na parking, jest 12 - Francuzi się lanczują. Od strony ikei mało kto idzie z jakimiś pakietami. Nic to idziemy dalej. W stronę wejścia głównego posuwa się (bardzo żwawo) kolumna ludu... Nic to, idziemy dalej. Wchodzimy, trochę konfuzji na dzień dobry, w którą stronę. Podążamy za tłumem. Po schodach, półpiętro, patrzę w lewą stronę i widzę kolejkę. Ogromną. Ludzie włążą praktycznie już na sam sklep. Nic to, my na lanczyk nie przyjechaliśmy. Mam listę, idziemy działać. Maszeruję sobie wśród tłumu, Rudy za mną z Małą w nosidełku (podział zadań: ja z listą latam, łapię i przebijam się dalej, Rudy pilnuje żeby nie włączyła się syrena. Akcja ma trwać nie wiecej niż 45 min). Coś mi tu mocno nie gra. 75% rzeczy z listy nie ma. I nie mówię nie ma, bo był najazd studentów i wynieśli wszystko, są puste pułki, nie - po prostu nie ma. Tak jakby sklep o te 75% pomniejszyli. Wyobraźcie sobie rozbudowane wrocławskie działy z kuchennym sprzętem, czy rzeczami do łazienek i zostawcie z tego tylko jedną trzecią. Co zostaje? Dwa rodzaje talrzy i deski sedesowe. Dokładnie tak. Bardzo chciałam wydać te cholerne pieniądze, ale nie było po prostu na co. Na szczęście mata na łóżko i utęsylia pościelowe (jasne, że kupiliśmy tą cholerną kołdrę, to że Rudy robi się coraz bardziej fhrancuski nie znaczy, że wrobię się w spanie pod prześcieradłem) się znalazły, ale po niezłych poszukiwaniach. Wychodzi na to, że w tym kraju bieliznę pościelową uznaje się tylko w rozmiarze 220x240. Jakimś dziwnym trafem na hali sprzedażowej znalazły się tylko te "droższe" propozycje sklepowe. Chała i kit proszę Państwa. Ale przecież to nic, francuska ikea zarabia nie na meblach, ale na jedzeniu (wspomniane wcześniej kolejki, które podobno są na porządku dziennym, w końcu trzeba klopsiki za 50 centów trzeba zjeść). Moje zdanie jest takie, w tych wszystkich innych budynkach nie trzymają mebli, tylko jebitne ilości mrożonek i łososia. Ikea le restaurant (Rudy popraw, te wszystkie le, la sraa).



PS. Cały czas swędzą mnie dłonie, obie. Albo to świerzb, albo po indiańsku na pieniądze!
PS2. Najnowsze obserwacje wskazują, że najlepiej się wyrywa laski na dziecko. Rudy z Mała w bejbibjornie musiał się od bab kijem odganiać. Nawet takich siedemdziesięciolatek.

4 komentarze:

  1. A jedna to nawet poprosiła o pomoc w podrywaniu swojego męża Anglika, bo po francusku jednak nie szło się dogadać.

    Ja myślę, że one lecą na wikińszczyznę - szwedzki sklep, szwedzkie nosidełko...

    Mnie zadziwiają te rozmiary kołder w połączeniu z tym, że Francuzi są generalnie od nas niżsi.

    OdpowiedzUsuń
  2. hmm, IKEA Dublin podobnie, dwa pietra, zdecydowanie przerosnieta sekcja ogrodnicza i sklep jako przykrywka dla restauracji. I odpowiedz na pytanie kiedy bedzie to, czego szukam (dokladnie krzeselka bardzo okreslonego typu :): nie wczesniej niz w przyszlym miesiacu.

    OdpowiedzUsuń
  3. @ Danka, czyli co? Tylko Polska ma Ikeowy raj? Czy to znaczy, ze mało kupujemy i dlatego wszystko jest na półkach? BTW nam jak pytaliśmy o jeden regał pan powiedział, że nie będą już produkować - NIGDY, NIGDY!

    OdpowiedzUsuń
  4. Niemcy też mają porządną IKEA'ę. I do tego dział z okazjami jest tam lepszy niż w Polsce - stamtąd pochodzą biurko i kredens na Litewskiej.

    OdpowiedzUsuń