Na stołówce uniwersyteckiej można płacić gotówką lub kartą (nie kredytową - teoretycznie gotówkową o szerokim zastosowaniu, w praktyce wyłącznie stołówkową). Gotówką obiad kosztuje 6 euro i 1 centa (sic!) - wynika to z tego, że kosztuje coś tam plus podatek, a płacąc kartą, nie płaci się podatku. Dodatkowo na karcie jest zapisany pracodawca, a w zależności od tego, gdzie jest się zatrudnionym (uniwersytet, INRIA, CNRS), są różne subsydia - uniwersytet nie dopłaca, INRIA dopłaca, a CNRS wykombinował tak, że za jedzenie w restauracji uniwersyteckiej jest się karanym większą opłatą, bo CNRS ma swoją własną restaurację 5km stąd. Pracownicy CNRS płacą więc więcej niż przy opłacie gotówką - ale jak tu mieć 1 centa drobnych każdego dnia? Subsydia zależą też od stanowiska (doktorant, adiunkt, profesor, nie wiem jak z administracją). Dodatkowo niektórzy mają ten przywilej, że mogą kogoś zaprosić na obiad, płacąc swoją kartą - taki dodatkowy obiad jest wtedy subsydiowany, ale trochę słabiej. Czyli za ten sam obiad jest około 10 różnych stawek. I pomyśleć, że to we francuskim komiksie było "ale głupi ci Rzymianie".
No i jedzenie jest srednie. Polaczenia niektore zapieraja dech w piersiach, az strach pomyslec, co sie dzieje w zoladku.
OdpowiedzUsuńŚrednie to jest, jak mają dobry dzień!
OdpowiedzUsuńopinia ze kuchnia francuska jest DOBRA to wierutne klamstwo!!!! wy tam, czyli we francji, naprawde cierpicie ;>
OdpowiedzUsuńrenata